Mamy XXI w. (wiem, zbyt często podaję to w moich postach, ale cóż, zróbmy w ten sposób: Ja chcę o was dbać i upewnić się, że wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Jeśli nie - udaj się do specjalisty, bo nie ogarniasz rzeczywistości słońce). Wszytko się rozwija: technologia, ludzie, a co za tym też idzie - cały świat. Żyjąc w kraju, takim jak Polska (wszyscy narzekają, ja też, ale chyba na prawdę nie mamy tak źle), nie zdajemy sobie często sprawy, z warunków w jakich żyją inni. Interesujemy się tym co mamy na sobie, lub opinią innych. Wyrzucamy jedzenie, nie szanujemy innych niż my. A co by się stało gdybyśmy nagle zamienili się miejscami z Afryką? Nagle nie było by nic, a my musielibyśmy przeżyć. Co by było?
Wiem. Wstęp nieco ponury i poważny, ale ma po prostu kontrastować z rzeczywistym tematem posta - fangirling (nie dajcie się złapać, na te profesjonalne pojęcia, bo wcale taka mądra nie jestem). Tutaj niektórym mogą zrzednąć miny a w głowach pojawić się chęć powiedzenia mi co o mnie myślą, ale poczekajcie (CZYTAĆ DALEJ, bitches!). Nie chodzi mi o bycie normalnym fanem, który interesuje się muzyką, biografią idola, ale o pseudo-będącą w fandomie z milionem wymagań-fankę, która (jak to za czasów Beatlemanii się działo) wypisuje do dziewczyn idoli, że je zabije, notuje kiedy idol był w toalecie, lub po prostu masturbuje się przed jego zdjęciem (dobra, ostatnie cofam xD - sarkazm, dla kogoś kto by nie wiedział :)). Czy to jest normalne?
Sama jaram się dużą ilością rzeczy, a czasem też jest mi smutno, że Polski nie ma na trasie koncertowej ulubionego zespołu (niestety, na razie przyjazd mojego ulubionego zespołu jest niemożliwy, bo połowa członków nie żyje :(), ale nie jest to powodem popełnienia samobójstwa (tak, jeszcze żyję, nie piszą za mnie roboty). Czasem ciężko jest nabrać dystansu, bo przecież po co, skoro zamykamy się w swoim małym światku, pełnym marzeń i nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo to nie ma znaczenia. W większości, użalamy się nad sobą, wmawiając, że nic nie ma sensu, ale wystarczy wyjść z domu, spotkać się ze znajomymi lub po prostu pójść do biblioteki po dobrą książkę. Życie może być piękne, jeśli sami się postaramy. Nic nie dzieje się samo, a na szczęście trzeba porządnie pracować, więc jeśli wydaje ci się, że twoim największym nieszczęściem jest brak spotkania z idolem, to przyczyna tkwi w tobie.
A właśnie, ciągnie to za sobą kolejny temat. Gdy kogoś lubimy (muzyka, aktora, pisarza, lub celebrytę, sławnego 'tak po prostu') często zatracamy się w tej sympatii. Na początku po prostu otwieramy pudelka (no bo proszę, ktokolwiek to robi 'dla sportu'?) i spokojnie czytamy o lubianych osobach, potem w naszym telefonie pojawiają się miliony zapychających tylko pamięć zdjęć ( tak, oczywiście znalazły się tam nie wiadomo skąd...przypadek?) a następnie zaczynamy czytać fan-fiction (i tu normalność się kończy). Potem stajesz się uzależniony od życia tego celebryty. Twoje staje się nie ważne. Przestajesz funkcjonować, myśląc tylko o tym co teraz robi idol, co je, z kim śpi. Zaczynasz wypisywać do niego listy, a potem prześladować próbując dorwać go za wszelką cenę, nawet w kiblu... Jeśli jest to normalne, według kogoś, to nie będę się kłócić, ale polecam specjalistę.
Oczywiście ten 'zrównoważony fangirling' ma też oczywiście zalety. Jeśli mamy szczęście idol jest normalny, daje przykład, jak postępować, a czasem nawet ratuje przed śmiercią...(tego pewna nie jestem, ale wiele osób tak twierdzi, więc fakt ten jest do weryfikacji. Często też, nasze umiejętności językowe ulegają poprawie, bo przecież, wiele osób mówi po angielsku, a wywiady nie są raczej tłumaczone. Więc ktokolwiek ma problem z wyjaśnieniem rodzicom czemu miałby obejrzeć kolejny odcinek serialu, to powiedzcie kilka słów których się nauczyliście i zacznijcie wykład o wpływie edukacyjnym - DZIAŁA (potwierdzone info).
Więc słowem zakończenia, chcę podziękować wszystkim którzy wejdą, przeczytają, skomentują lub zaobserwują mój blog. Do kolejnego wpisu (zapewne za ruski rok, jak to zawsze jest w moim przypadku :) :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz